001 002 003

W nowym domu: Nero

Nero Nero w Czechach
Nasza decyzja o adopcji Nera rodziła się dosyć długo. Do przyjęcia doga pod strzechę parło nas uzależnienie wynikające z tego, że dwa dogi przewinęły się już przez nasze życie. Pierwszego, arlekina, przejęliśmy jako ponad rocznego i z naruszonym przez chorobę układem trawiennym.
Mimo to żył z nami przez jedenaście lat. Drugiego, czarnego, mieliśmy od szczeniaka, umarł jako siedmioletni na udar serca we wrześniu ubiegłego roku.
Chociaż nie obce nam są problemy związane z trzymaniem doga, zwyciężyło w końcu uzależnienie, na skutek czego Nero stał się „obywatelem“ czeskim, ale że mieszkamy na Zaolziu w Suchej Górnej (15 km od Cieszyna), nie można rzec, że jest na obczyźnie.
Po trzech tygodniach pobytu w nowym kraju zaczyna się tu chyba czuć jak u siebie w domu. Gniazdko ma w jadalni, zatem w trakcie naszej obecności jest z nami w bezpośrednim kontakcie. Z domu wychodzimy zaledwie na kilka godzin, a w tym czasie Nero nie wyrządził żadnej szkody. Staramy się z nim jak tylko można chodzić na spacery do niedalekiego lasu, ale sęk w tym, że trzeba wtedy przejść koło kilku posesji, z których niektóre strzeżone są przez rozszczekane kundle. Ten fakt Nera irytuje na tyle, że żadnym spodobem nie można mu zabronić w ostrych atakach na szczekające za płotami psiska.
Próbujemy zatem mijać z dala newralgiczne miejsca i wierzymy, że w miarę adaptacji na nowe terytorium jego agresja ustąpi.
W stotunku do nas jest Nero niesamowicie miły . Zaś wobec przyjaciół, czy członków rodziny, którzy nas często odwiedzają, zachowuje się bardzo przyjaźnie, wręcz wspaniałomyślnie. W sumie jesteśmy zadowoleni z nabycia Nera, a postaramy się w odpowiedni sposób odwdzięczyć się fundacji.
Cenimy sobie Waszej pracy na rzecz piesków, które nie z własnej winy znalazły się w trudnej sytuacji i życzymy w tej służbie wiele dobrych wyników i satysfakcji.
Krystyna i Karol Mrózkowie