O nas
Fundacja "Ratujemy Dogi"powstała by nieść pomoc porzuconym dręczonym i niechcianym dogom niemieckim.
Nie prowadzimy schroniska dla zwierząt. Psy, którymi się opiekujemy, przebywają tymczasowo w naszych domach i w domach wolontariuszy lub w hotelikach dla zwierząt.
Jesteśmy organizacją charytatywną. Osoby pracujące w fundacji nie pobierają z tego tytułu wynagrodzenia. Fundacja działa pod nadzorem Ministra Ochrony Środowiska.
Z posiadanych przez nas środków organizujemy wszechstronną pomoc dla dogów i psów w typie doga niemieckiego. Opłacamy hotele, leczymy, sterylizujemy i szukamy nowych domów.
Fundacja "Ratujemy Dogi"
Sosnowiec
KRS: 0000402255
Regon: 242781493
NIP: 644 349 82 61
Monika
Moje serce jakkolwiek wrażliwe na krzywde każdego zwierzęcia, zawsze ukierunkowane było na dogi niemieckie. Pewnie z tego powodu iż posiadam już kolejnego psa tej rasy i nie do zaakceptowania jest dla mnie fakt,
że te piękne wrażliwe olbrzymy trafiają do schronisk bądż do budy na łańcuch.
Z czasem dołączyły do pomocy inne dobre dusze, które starają się jak mogą by skala zjawiska bezdomności dogów była jak najmniejsza.
Aby pomagać nie trzeba być bogatym, młodym i pięknym. Nie trzeba też ogromnego wysiłku, pomóc może każdy, nawet mając mnóstwo obowiązków rodzinnych i zawodowych.
Czasem jest to pomoc pozornie niewielka (np. umieszczenie ogłoszeń na portalach internetowych),
ale dla psa poszukującego domu jakże istotna i konieczna!
Zachęcamy wszystkich do pomocy- niekoniecznie dogom. Wystarczy że będziemy uwrażliwieni na to, co dzieje się dookoła nas i zaczniemy żyć nie tylko z myślą o sobie i o własnych potrzebach.
Jestem przekonana, że skupiając się nie tylko na własnych problemach, stajemy się bardziej wartościowi, potrzebni i szczęśliwsi a otaczający nas świat zaczyna przybierać
inne barwy gdy w zgiełku codzienności zaczynamy dostrzegać inne wartości, wokół których dotychczas przechodziliśmy obojętnie.
Życzę każdemu kto wybrał taką drogę niegasnącej pogody ducha, wytrwałości i siły!
Monika Zbrzeźniak
Alla
Urodziłam się tzw. przypadkiem - nikomu niepotrzebna, przez nikogo niekochana. Miałam uratować małżeństwo moich rodziców, które i tak się rozpadło. I tak sobie żyłam, zbyt silna, by umrzeć, zbyt słaba, by przetrwać.
I długo tak żyłam... Aż raz, gdy miałam już 27 lat znalazłam się w schronisku. I tam, zza kart, spojrzały na mnie Oczy. On miał 4 miesiące, i jego, jak mnie nie chciał nikt.
Był brudny i śmierdzący, sponiewierany i pobity. I miał Oczy... One mówiły - jesteś całym Wielkim Światem.
I stał się całym moim Światem. Miał na imię Jack. Nauczył mnie Kochać i Żyć. Sprawił, że poczułam się Człowiekiem. Z nim przetrwałam rozwód i samotność. Pokazał, co znaczy Kochać i Być Kochanym.
Stałam się potrzebna. Mam dług... Wielki dług.. I nic, co zrobię, nie jest w stanie spłacić tego długu... Dziś jestem potrzebna... Im... Niechcianym, niekochanym, nikomu niepotrzebnym, jak kiedyś ja...
I nic, co zrobię tego długu nie wyrówna... Bo ja dziś jestem kochana i potrzebna, choćby dzięki nim, moim psom... Ale ile jest psów, które nadal nie spotkały swoich Oczu...
Alla
Jarek
wkrótce ;)
Ola
Nie będę oryginalna pisząc, że dog był moim największym marzeniem z dzieciństwa,
ale cóż innego mam napisać kiedy to prawda. Odkąd skończyłam 5 lat marzyłam o wielkim, czarnym olbrzymie i żyłam nadzieją, że to marzenie kiedyś się spełni…
Czekałam na to kolejnych 20 lat, aż w końcu w ubiegłym roku, dokładnie 13 września w niedzielę w moim domu zagościło piękne, czarne dozie szczenię.
Tego dnia nigdy nie zapomnę! Do dzisiaj pamiętam jak goniąc za tym marzeniem przez pół Polski nie wiedziałam czy jestem bardziej szczęśliwa czy przerażona.
Targało mną mnóstwo wątpliwości, ale gdy już spojrzałam w te figlarne, zuchwałe oczy utonęłam w nich i wiedziałam, że sprostam każdemu wyzwaniu jakie ten mały szczyl przede mną postawi…
Nadir pokazał mi czym jest dozia miłość, wierność i ufność, ale pokazał mi także czym jest ludzka bezsilność wobec cierpienia psa. Dokładnie rok później, 13 września, tym razem w poniedziałek,
zły los próbował odebrać mi moje marzenie. U Nadira zdiagnozowano zmiany zwyrodnieniowe i niestabilność kręgów szyjnych, a badanie mielograficzne wywołało dwutygodniowy paraliż.
Był to straszny okres przepełniony łzami, bólem i nieustanną walką o życie. To wtedy Nadir nauczył mnie jak walczyć, kochać i wierzyć, bo wiara i jego wola życia były naszą jedyną kartą przetargową.
To była bardzo trudna i wyczerpująca walka, ale w końcu udało się! Wygraliśmy! Dziś już prawie nie widać skutków porażenia, a Nadirowi powoli wraca sprawność. Pomimo tego co go spotkało niewiele się zmienił.
Może nie jest już rak ufny i stał się troszkę ostrożniejszy wobec obcych, a na widok weterynarza, igły lub strzykawki ogarnia go paraliżujący strach, ale mimo wszystko dalej jest tym samym,
pełnym życia i energii psem… jest tylko sprawny trochę inaczej… a ja codziennie modlę się, by kredyt jaki zaciągnęłam na jego życie był z możliwie jak najdłużej odroczonym terminem płatności.
Poproszono mnie bym napisała dlaczego pomagam dogom – no i chyba właśnie dlatego. Nie robię wiele, czasami wystawię jakiś bazarek, z którego dochód przekazuję
Fundacji S.O.S. dla Zwierząt – Ratujemy Dogi! Kiedy indziej podrzucę ulotki fundacyjne w miejsca, w których bywam – dla mnie to niewiele, dla porzuconego, głodnego i zaniedbanego doga czasami to życie.
Żeby pomagać nie trzeba wielkich, heroicznych czynów, wystarczą drobne gesty.
A ja… cóż, może to i trochę egoistyczne, ale w sercu mam cichą nadzieję, że w ten sposób uda mi się choć w drobnej części spłacić Nadirowy dług…
Ola Fortuna
Kasia
wkrótce ;)
Adam
Zarówno ja, jak i żona mieliśmy w młodości zwierzęta w domu. Żona miała stado kotów i przywiezionego z wczasów w górach pieska. Ja znalazłem na śmietniku szczeniaka – miał zostać do czasu wyleczenia ran i znalezienia domu – był 14 lat. Przez pierwsze 10 lat małżeństwa nie rozmawialiśmy o zwierzętach – i żona i ja mamy zawody wymagające znacznego zaangażowania. Kiedyś na spacerze w parku zauważyliśmy nieprawdopodobnego doga – przeolbrzymiego, majestatycznego, prowadził go wysoki, chudy facet z siwymi włosami do połowy pleców. Robili wrażenie... Dog ze spokojem znosił nasze zafascynowanie. Właścicielem był Marek, aktor, reżyser, razem z przyjaciółką Danutą, fascynaci dogów. Nie było innej możliwości. Mimo totalnego sprzeciwu rodziny – wiadomo „nigdy nie ma was w domu, małe dziecko, co wy robicie!!!” – znalazł się w domu mały, czarny szczeniak Hamer. Wywrócił nasz świat do góry nogami, zmienił podejście do życia, chyba też trochę system wartości... Był kochany, najważniejszy członek rodziny. Niestety odszedł. Potem był Ibo. Pewnie wielu z Was śledziło jego tragiczne losy w zeszłym roku.
Od roku mamy Mańka. Śmieszny, kochany, adopcyjny młodzieniec kumuluje wszystkie wady i zalety dogów w niezwykłym stężeniu. Nawet największe zaangażowanie w sprzątanie domu potrafi zniweczyć w parę chwil, doprowadza do rozpaczy pana, który sporadycznie zajmuje się naszym ogródkiem...
Dogi, piękne, majestatyczne, ale zarazem nieporadne, kochane. Jak im nie pomagać????? Zmieniły nasze życie, odmieniły perspektywę, system wartości... Biorąc takiego psa musisz mieć świadomość, że nic już nie będzie takie samo. Nie pojedziesz na wczasy do ciepłych krajów, nie kupisz sobie sportowego cupe. Dog wymaga pełnego zaangażowania, planowania działań z uwzględnieniem jego potrzeb na każdym etapie – zaplute mieszkanie, rozkopany ogródek, wczasy tylko tam, gdzie jest ogrodzona posesja, tony żarcia zamiast futra z norek, pretensje sąsiadów –przygotuj się!!!! Ale zyskasz przyjaciela, kochanego ślimoka, który przytulając się sprawdza wytrzymałość twoich żeber, wykończy każdą kolekcję ubrań i z miłością będzie patrzył ci w oczy, gdy wrócisz wkurzony z pracy.
Nawiasem mówiąc, Marek i Danka są do dzisiaj naszymi najlepszymi przyjaciółmi
Nasi wolontariusze
Ola
Staram się pomagać dogom (w miarę swoich możliwości) ponieważ sama mam w domu dogi i z nimi wychowałam się od kiedy skończyłam 1,5 roku.
Dogi to dla mnie wyjątkowe istoty, z którymi jestem całe życie. Dają mi szczęście i pozwalają zachować równowagę w codziennym życiu.
Chciałabym żeby więcej osób doświadczyło tego wspaniałego daru jakim jest posiadanie doga, a także by te niechciane, źle traktowane dogi, trafiły w końcu do nowej, kochającej rodziny.
Prowadzę Allegro i facebooka.
Ania
Dlaczego pomagam dogom?
Bo zawsze chciałam pomagać zwierzętom. Niezależnie od gatunku.
I nie jestem pierwszą osobą, na której w dzieciństwie zrobił wrażenie Prot z książki Z.Nienackiego.
Od razu "zachciało mi się" Doga! Odpowiadał mi także wzorzec rasy: mój Pies musi być jednocześnie duży i zrównoważony - taki w sam raz na tapczan.
Życie bywa jednak przewrotne i na swojego pierwszego Doga...czekam do dziś :)
Niezrażona przeciwnościami stwierdziłam, że skoro nie mogę mieć Doga "prawdziwdziwego" to poszukam sobie wirtualnych, a co!
Tak też trafiłam do Fundacji i wspaniałych ludzi w niej działających. I już zostałam.
Jestem bardzo zadowolona, że mogę mój wolny czas i energię poświęcić by pomóc zwierzętom. Chyba w końcu udało mi się połączyć przyjemne z pożytecznym :)
Agnieszka
...bardzo kocham zwierzęta WSZYSTKIE , a dogi szczególnie leżą mi na sercu,
ich majestat , siła i wielka mądrość nie zasługują na złe traktowanie , dlatego z całych sił będę pomagała, jak tylko będę mogła przy ratowaniu i w opiece nad tymi królewskimi zwierzakami .


